czwartek, 4 czerwca 2015

13.Igor

 Po wyjściu dziewczyny czułem się jakoś tak inaczej. Samotnie. Ona bardzo mnie zmieniła, odkąd pierwszy raz ją spotkałem. Myślałem i myślałem, a czas mijał. Nawet nie zauważyłem kiedy była już 1 w nocy. Nati mówiła że będzie o 12, a jej nie ma. Zacząłem się o nią bardzo martwić. A co jeśli ktoś ją napadł, albo gorzej...zgwałcił?! Nie wybaczę sobie tego, szczególnie że dzieje się to 2 raz, i to mojej winy. Była już 2, a jej nadal nie ma. Dzwoniłem, pisałem i nic. Do Kamila zresztą też. Mam jego numer, bo spisałem sobie go z telefony mojej dziewczyny, na wypadek sytuacji takiej jak ta. On jednak też nie odbierał. Chodziłem po całym domu. Po jeszcze kilku chwilach zdecydowałem się zadzwonić po chłopaków z ekipy. Może by ją poszukać? Wybrałem numer Filipa i wcisnąłem zieloną słuchawkę...

***Perspektywa Natalii***
Byłam na imprezie u Kamila, lecz wyszłam z niej chyba jako pierwsza. Była dość późna godzina, a ja obiecałam Jasiowi że będę o 24:00, więc nie chcąc się spóźnić, poszłam skrótem przez las. Jedna, ciemna droga prowadząca przed siebie. Wciąż słyszałam za sobą jakieś kroki, lecz myślałam, że to tylko moja wyobraźnia. Pewnie się zastanawiacie, czemu nie wracam z kimś. Już wyjaśniam. Kamil po przyjściu jakiejś dziewczyny, zajął się nią i nie miał już czasu dla innych. A tam nie znałam prawie nikogo i nie chciałam przeszkadzać w zabawie. Do Jasia nie dzwoniłam. Bałam się , że na mnie się wkurzy. Szłam jakiś czas i usłyszałam za sobą jakiś szmer. Odwróciłam  się, lecz nikogo nie zobaczyłam. Znów szmer. Przyśpieszyłam krok. Po chwili chód, zmienił się w bieg. Poczułam, że ktoś mnie przewraca. W mgnieniu oka leżałam na ziemi. Nie widziałam napastnika, bo był zamaskowany. Dostała czymś ciężkim w głowę i zemdlałam.
******
Obudziłam się w nieznanym mi dotąd miejscu. Bałam się, że jakiś koleś zawlókł mnie do swojego domu. Zdziwiłam się jednak, gdy w drzwiach zobaczyłam jakiegoś młodego, wysokiego blondyna.
-Widzę, że już się obudziłaś.-powiedział o dziwo po polsku siadając na skraju łóżka na którym leżałam. 
-Jak widać.-powiedziałam lekko zmieszana.-Gdzie ja jestem, co się stało i kim ty jesteś?-zawaliłam go serią pytań.
-Spokojnie mała. Przyniosłem cie do mojego domu bo znalazłem cie w lesie. Jakiś koleś chciał cie...zgwałcić, ale nie zdążył spokojnie. A, Igor jestem.-podał mi rękę
-Natalia.-powiedziałam zachrypniętym głosem.-Tak w ogóle to z kąt znasz język Polski? Jesteśmy w Londynie.
-Kiedyś wyjechałem do polski do przyjaciół na kilka lat. Jestem z Londynu, lecz moi rodzice z Polski.-powiedział wzruszając ramionami.
 -No spoko. Miło było, ale powinnam już iść. Mój chłopak pewnie się martwi.-wstałam i wolno skierowałam się do drzwi. Jednak po chwili zostałam zatrzymana.
-Nie tak prędko.- powiedział z cwanym uśmiechem na twarzy. Zaczęłam się bać. Jestem przecież w domu nieznajomego chłopaka.-Jak się nazywa twój chłopak?
-Jaś, a po co ci to?-zapytałam.
-Tak myślałem.-mruknął bardziej do siebie niż do mnie.-Nie puszcze cie samej, wiedząc że jest 4 nad ranem, a ty nie wiesz gdzie obecnie się znajdujesz. Poza tym musisz kogoś zobaczyć.-dokończył swoją wypowiedź. 4 rano?! Serio?
-Kogo zobaczyć?-zapytałam.
-Dowiesz się w swoim czasie, ale na razie masz iść spać.-otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, lecz on mnie wyprzedził.-Teraz.-lekko podniósł głos. Westchnęłam wiedząc, że z nim nie wygram. Wróciłam do łóżka.-Dobranoc.-powiedział wychodząc i zostawiając mnie samą w pokoju. 
***Perspektywa Jasia***
Chłopaki mieli jak najszybciej dotrzeć do Londynu. Pewnie się dziwicie przecież z Polski do Londynu trzeba lecieć samolotem, ale nasza ekipa może wiele zdziałać. Mamy znajomości. Za kilka godzin mieli tu być. Chodziłem po okolicy gdy usłyszałem dźwięk telefonu. Wyjąłem go, lecz zdziwiłem się gdy zobaczyłem nieznany mi dotąd numer.
-Halo?-powiedziałem nieco zirytowany. Kto normalny dzwoni o 4 rano?!
-Nie zgubiłeś przypadkiem czegoś, a bardziej kogoś?-zapytał. Dobrze wiedziałem kto to. Kiedyś był to jeden z "nas", a raczej naszej ekipy. Jednak zdradził nas i od tamtej pory jesteśmy śmiertelnymi wrogami.
-Igor słuchaj, mam ważniejsze sprawy niż...-zamilkłem. Przecież szukam mojej dziewczyny. "Nie zgubiłeś przypadkiem czegoś, a bardziej kogoś?" te słowa chodziły mi po głowie. Usłyszałem śmiech po drugiej stronie.
-Możemy się dogadać.-powiedział stając się poważniejszy. 
-Czego chcesz?!-warknąłem przez zaciśnięte zęby. Kiedyś go dorwę, ale potem się nie pozbiera.
-Przyjdź za godzinę do opuszczonej fabryki. Niedaleko waszego domu. Inaczej więcej jej nie zobaczysz.-powiedział, rozłączając się. Zadzwoniłem do chłopaków, żeby od razu jak będą na miejscu, poszli pod wskazany przeze mnie adres naszego domu, a sam ruszyłem szukać starej, opuszczonej fabryki.
Gdy byłem już na miejscu powoli wszedłem do środka. Było tam bardzo ciemno, lecz po chwili moje oczy przyzwyczaiły się do panującej tam ciemności i mogłem dostrzec zarysy pomieszczeń. To miejsce było tak podobne do tej fabryki w Polsce. Wyglądało ono niemal identycznie. Z tamtym miejscem, z którym wiązałem tak wiele wspomnień. To tam nasza ekipa spotkała się po raz pierwszy, to tam zabito moją matkę i siostrę, to tam Igor uwięził Natalię. To on ją wtedy porwał. W moich oczach pojawiły się łzy, a nie jestem typem chłopaka, który płacze przy każdej możliwej okazji. Wręcz przeciwnie. Nie płaczę prawie wcale. Po kilku krokach ujrzałem schody. Wszedłem na górę. Przede mną widniał długi korytarz. Przyśpieszyłem kroku. Na samym jego końcu na drzwiach widniała karteczka. Przeczytałem ją, a krew w moich żyłach zaczęła buzować. Pisało w niej:
________________________________________
Witam jutro będzie  rozdział, ale  dziękuje za prawie 2000 wyświetleń jesteście super, ale nie zapomnijcie komentować.   

piątek, 22 maja 2015

12.Urodziny Kamila

Jego głos był taki piękny. Cudowny.


-Wiesz dlaczego zaśpiewałem ci tą piosenkę?-pokiwałam przecząco głową.-Bo bardzo do nas pasuje.- Miałam w oczach łzy. Nie wiem dla czego. Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam że coś do mnie czuje. Ja... tak naprawdę...chyba też.


-To znaczy...-nie dał mi dokończyć


-Tak. Jesteś dla mnie ważniejsza niż znajoma, koleżanka, przyjaciółka, jesteś kimś więcej. Chcesz zostać moją dziewczyną?-zapytał z nadzieją. Patrzyłam, nie mogąc wydusić z siebie słowa.-czyli nie. Rozumiem.-wstał i skierował się do drzwi.


-Jaś-powiedziałam. Spojrzał na mnie- Tak. Chce zostać twoją dziewczyną.-rzucił się na mnie całując i przytulając. Nie widziałam go jeszcze tak ucieszonego, lecz to nie mogło trwać wiecznie gdyż przerwało nam pukanie do drzwi...

Popatrzeliśmy ma siebie. Jaś wstał ze mnie, bym mogła otworzyć drzwi. Byłam tak szczęśliwa. Myślałam że nigdy mnie o to nie zapyta, ale czy ludzie nie mają ciekawszych rzeczy do roboty, niż przeszkadzanie innym?! Uchyliłam drzwi i co tam zobaczyłam...Kamila. Nie chciałam mu mówić wszystkiego, bo pomyślał by, że się na niego napaliłam, a poza tym teraz mam Jasia.

-O cześć.-mruknęłam niezadowolona, że przerwał mi tą chwilę.

-Hej. Czemu tak szybko wróciłaś do domu?-spytał. Aaa no tak, przecież przed pokazaniem mi swojej dziewczyny nic się nie wydarzyło.

-Mówiłam że nie miałam czasu. Miałam zrobić zakupy.-powiedziałam bez przekonania. 

-No ok, to ja już będę leciał. Cześć.-powiedział znikając za drzwiami. Kiedyś był moim najlepszym przyjacielem a teraz strasznie działa mi na nerwy. Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku nie zwracając uwagi na Jasia. 

-Więc na czym skończyliśmy?-szepnął znów pochylając się nad moimi ustami. 

-Jaś idę zrobić kolację.-powiedziałam wstając i kierując się do kuchni. Zrobiłam kanapki i przyniosłam je do pokoju chłopak grał w jakąś grę. Zaczął opowiadać że to jakiś horror czy coś takiego. Nie wiem nie znam się. Chwycił jedną z kanapek, nie przerywając gry. Nagle jakiś pluszak wyskoczył na monitorze.Jasiek prawie wypluł kolacje. Zaczęłam się z niego śmiać. I...to był największy błąd w moim życiu.

-Masz 5 sekund na ucieczkę, inaczej zginiesz.-powiedział poważnie, a ja się zaczęłam jeszcze bardziej śmiać.

-Od łaskotek jeszcze nikt nie umarł...

-1...2...-zaczęłam wstawać wiedząc, że jak nie zacznę uciekać, to zaczną się tortury.-...5.-Wstał i zaczął mnie ganiać po całym mieszkaniu, które nie było wcale duże.Zobaczyłam uchylone drzwi od łazienki i szybko tam wbiegłam. Dopiero teraz zorientowałam się, że te drzwi nie mają zamka. Wpadłam. Weszłam do wanny i  złapałam za prysznic. Kierowałam nim w stronę drzwi jakbym w rękach miała pistolet. Jaś wszedł z tym swoim cwanym uśmieszkiem na twarzy.

-Teraz mi nie uciekniesz.-zaczął się śmiać jakby był jakimś psychopatom. 

-Nie próbuj się zbliżać bo pożałujesz siły wyższej!-krzyknęłam ledwo, powstrzymując się od napadu śmiechu.

-Wody? Pożałuje wody?-powiedział z kpiną w głosie. Zaczął się do mnie zbliżać, na co ja "inteligentna Natalia" odkręciłam wodę. "Ona" wciąż się lała i lała, a Jaś nadal szedł na przód. Chciałam wstać, by bardziej wcelować w twarz chłopaka, ledcz na moje nieszczęście, poślizgnęłam się i wpadłam do wanny, która była już w dość dużej częście wypełniona ZIMNĄ wodą. Mój kochany książę, zamiast pomóc mi wstać, chwycił prysznic i zaczął lać wodę na moją głowę. Ja nie miałam wyboru i musiałam się poddać.Siedziałam i czekałam. Tak śmiał się jak opętany, a ja nic z tym nie mogłam zrobić. Siedziałam tam z miną zbitego psa, lecz na niego to nie działało. W końcu Jaś przestał mnie "katować" i pomógł mi wstać.

-O dziękuje łaskawy książę.-powiedziałam. Całując go w policzek. Zaniósł mnie do pokoju i w końcu postawił na ziemi. 

-Przebierz się w coś suchego a ja...w zasadzie nie mam nic ciekawego do roboty, więc zostanę tu i popatrzę.-powiedział z tym swoim uśmieszkiem na twarzy. Uniosłam jedną brew, a on usiadł na łóżku, wpatrując się we mnie jak w kawałek...kebaba.-No dalej.-pośpieszał mnie.

-Chyba śnisz! Wynocha ty zboku!-krzyknęłam. Podniósł się i podszedł do mnie, wpychając na ścianę.Złapał mnie za nadgarstki unosząc ręce do góry. Musnął mnie w usta, przybliżając rękę do mojego brzucha, w celu ponownych łaskotek.-To znaczy...Jasiu będziesz tak miły i dasz mi się przebrać w samotności?-spytałam zanim zdążył wykonać jakiś ruch. 

-Grzeczna dziewczynka. To mi się podoba.-szepnął mi do ucha. Jeszcze raz musnął moje usta i opuścił pokój. Szybko się przebrałam, wołając chłopaka z powrotem.-Już się stęskniłaś co?-powiedział. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, wtulając w gorące ciało Jasia. Czasem go nie rozumiałam. Raz był miły i kochający, a innym razem jakiś... inny. Nie umiem powiedzieć jaki. Inni i to chyba dobre słowo. Zasnęłam z głową pełną myśli, ale jedno  wiem kocham MOJEGO Jasia.

***Perspektywa Jasia***

Obudziło mnie kręcenie osoby obok. Nati jeszcze spała i muszę powiedzieć, że wyglądała cudnie. Dziewczyna przez sen przybrała dość nietypową pozycję. Dziewczyna wręcz na mnie leżała. Jej głowa znajdowała się  na mojej klatce piersiowej, a jedna noga była podkulona, przez co kręcąc się przejeżdżała po mojej męskości, wywołując u mnie większe pożądanie. Miałem w głowie bardzo ''nie grzeczne" propozycje. Wiem, że Natalia nie robiła tego świadomie, ale jestem 18-letnim chłopakiem i moja wyobraźnia może zdziałać cuda.Zaczęła powoli otwierać swoje oczka. Popatrzyła na mnie uśmiechając się, po czym znów zamknęła oczy, starając się powrócić do snu. Zachichotałem, na co dziewczyna zorientowała się co robi. Zmieniła pozycję, rumieniąc się i zakrywając twarz włosami.

-Uwielbiam gdy się rumienisz.-powiedziałem zdejmując z jej budzi kosmyk włosów i zakładając go za ucho. Nati wstała mówiąc, że idzie zrobić śniadanie. Wstałem kierując się do łazienki. Wykonałem poranną  toaletę i zszedłem na dół. Zastałem tam dziewczynę stojącą przy blacie, przygotowującą kanapki. Przytuliłem się do niej od tyłu. Podała mi talerz ze śniadaniem i usiedliśmy do stołu. Natalka oznajmiła że będzie szła na urodziny Kamila. Ja nie mogłem iść, a tak naprawdę nie chciałem. Miałem do niego żal, za to co jej zrobił.

Późny wieczór

 Po wyjściu dziewczyny czułem się jakoś tak inaczej. Samotnie. Ona bardzo mnie zmieniła, odkąd pierwszy raz ją spotkałem. Myślałem i myślałem, a czas mijał. Nawet nie zauważyłem kiedy była już 1 w nocy. Nati mówiła że będzie o 12, a jej nie ma. Zacząłem się o nią bardzo martwić. A co jeśli ktoś ją napadł, albo gorzej...zgwałcił?! Nie wybaczę sobie tego, szczególnie że dzieje się to 2 raz, I to mojej winy. Była już 2, a jej nadal nie ma. Dzwoniłem, pisałem i nic. Do Kamila zresztą też. Mam jego numer, bo spisałem sobie go z telefony mojej dziewczyny, na wypadek sytuacji takiej jak ta. On jednak też nie odbierał. Chodziłem po całym domu. Po jeszcze kilku chwilach zdecydowałem się zadzwonić po chłopaków z ekipy. Może by ją poszukać? Wybrałem numer Filipa i wcisnąłem zieloną słuchawkę...

_________________________________________________________

Witam. Od razu informuje że w poniedziałek dostaniecie długi i bardzo ciekawy rozdział za moją dłuuuuugą nieobecność. Ale ja wciąż żyję, a wakacje juz tuż tuż więc rozdziały będą coraz częściej ;)

niedziela, 3 maja 2015

11.Niespodzianka i stary przyjaciel

*Do tego rozdziału będzie użyta piosenka: Damian Skoczyk "przyjaciel". Bardzo ją polecam puścić jeśli takie lubicie ;)

________________________________________ 

"Zwiedziłam" kilka pokoi i usiadłam na kanapie. Zaczęłam czytać jakąś książkę. Nie znam tu nikogo, jestem tu pierwszy raz w życiu, od jakiś 10 minut siedzę na kanapie w moim nowym salonie i jedyne co mi przychodzi do głowy, to to, że mam bardzo mało pieniędzy i prawie wcale nie znam tego języka. Uczyłam się Angielskiego, ale byłam prawie najgorsza w kasie. Przypominałam sobie te lata, jak moja mama była kochającą i najfajniejszą matką na świecie, gdy  nagle ktoś zapukał do drzwi...

Powoli skierowałam się w ich stronę. Otworzyłam je i zobaczyłam tam... Jasia?! Co on tu robi?! Rzuciłam  się w jego ramiona jakbym nie widziała go jakiś rok.

-NIESPODZIANKA!!!-krzyknął.

-Ale co ty tu robisz?!-prawie płakałam ze szczęścia. Nie mogłam uwierzyć, że przyleciał tu za mną z Polski. 

-Przeprowadzam się tu... oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.-powiedział znów rzuciłam się na niego.

-Nie, no co ty, wchodź!-krzyknęłam. Teraz chciało mi się żyć. Teraz mogę tu zostać do końca świata, byle by z nim. To wyrażało więcej niż 1000 słów. Wybraliśmy się na małe zakupy. Musieliśmy kupić coś do jedzenia. Potem siedzieliśmy i gadaliśmy przez resztę wieczoru. Okazało się, że Jaś bardzo dobrze zna język Angielski, więc z nim nie zginę w tym wielkim mieście. Zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. 

Rano obudziła mnie kłótnia. Wyszłam z pokoju i podeszłam do drzwi.

-Co się tu wyprawia?!-krzyknęłam. Stał tam Jaś z... KAMILEM?! -Kamil!-krzyknęłam. Nie, to niemożliwe! Kamil to mój przyjaciel. Nie widziałam go od przedszkola. Był dla mnie jak... chłopak? Tak to można nazwać. Nie, nie byliśmy parą, ale tak czasem się czułam. Rzuciłam się na niego. Nie wiem czemu tak zareagowałam. Mieszkaliśmy kiedyś po sąsiedzku w Poznaniu, lecz gdy matka poznała Filipa wyprowadziliśmy się. Mieliśmy wtedy po 6/7lat. 

-No hej. Co ty robisz w Londynie?!-powiedział. Już miałam cos powiedzieć lecz mi przerwał.-Może pójdziesz się ubrać i się przejdziemy?-zapytał.

-Tak! Wejdź!-poszłam sie przebrać i umyć. Po tym całym zajściu zupełnie zapomniałam o Jasiu. Wyszłam i powiedziałam, że nie wiem o której wrócę. Razem z Kamilem chodziliśmy po parku. Powiedziałam mu czemu tu jestem. Okazało sie ze on przyjechał tu trzy miesiące temu, z powodu choroby jego matki. Usiedliśmy na ławce i patrząc na siebie, nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Pocałował mnie!!! Gdzieś z tyłu dostrzegłam Jasia, ale się tym nie przejęłam.

-Teraz muszę ci coś powiedzieć.-zza rogu zacząła się do nas zbliżać jakaś blondynka.-A to Andżelika moja dziewczyna.-powiedział wskazując na skąpo ubraną blondi. Myślałam, że chce zapytać czy zostaniemy parą, a on pokazuje mi swoją dziewczynę?! Przed chwilą się całowaliśmy, a on co?! Przywitałam się z nią i odeszłam mówiąc że nie mam czasu. Wracając do domu głośno szlochałam, a przechodnie patrzyli na mnie z żalem w oczach. Doszłam do mojego mieszkania i pobiegłam do łazienki. To był mój błąd, bo zastałam tam Jasia bez koszulki. Na szczęście mył tylko zęby. Przeprosiłam i zaczekałam na niego na zewnątrz. Opowiedziałam mu wszystko co wydarzyło się w parku. Przez ten czas był dla mnie jak najlepsza przyjaciółka. Pocieszał, przytulał i opowiadał śmieszne historie, byle by na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Nie powiem że nie, bo udało mu się to. Jaś poprosił mnie do pokoju. Mieliśmy piękny widok a tej nocy była pełnia, więc mieliśmy super klimat. Chłopak wyjął z futerału gitarę i zaczął grać:


*Kiedy zadzwonić ty wiesz i płakać na ramieniu
O każdej porze nocy i dnia
Do kogo zwrócić się wiesz, bo tylko ja naiwny
Do ciebie zdążę nim spłynie łza
A gdy już wszystko dobrze, niepotrzebny
Odchodzę w cień całkiem sam
I widzę ciebie z innym, kolejnym
I nigdy to nie będę ja

Przyjaciel nic więcej, nic więcej, więcej nic
Przyjaciel blisko tak, blisko, daleko zbyt
By znaczyć dla ciebie tyle co dla mnie ty
Co takiego widziałaś w nim
Ja dałbym wszystko by z tobą być

Kocham twoje słodkie łzy
Bo tylko wtedy dzwonisz bym posłuchał co u ciebie nie tak
Czekam na twój znak
Od czego jest przyjaciel
By zwierzyć się i powiedzieć pa
A gdy już wszystko dobrze, niepotrzebny
Odchodzę w cień całkiem sam
I widzę ciebie z innym, kolejnym
I nigdy to nie będę ja

Przyjaciel nic więcej, nic więcej, więcej nic
Przyjaciel blisko tak, blisko, daleko zbyt
By znaczyć dla ciebie tyle co dla mnie ty
Co takiego widziałaś w nim

Kiedyś zobaczysz, kiedyś zrozumiesz
W końcu uwierzysz w nas
To czego szukam było tak blisko
To co tak dobrze znasz
Kiedy zobaczysz, kiedy zrozumiesz
Ja będę czekał tam
Otworzysz oczy, otworzysz serce
Przy tobie będę ja
Kiedy zrozumiesz ja będę czekał tam
Otworzysz serce,
Przy tobie będę ja
Przyjaciel nic więcej, nic więcej, więcej nic
Przyjaciel blisko tak, blisko, daleko zbyt
By znaczyć dla ciebie tyle co dla mnie ty
Co takiego widziałaś w nim
Ja dałbym wszystko by z tobą być. 

Jego głos był taki piękny. Cudowny.

-Wiesz dlaczego zaśpiewałem ci tą piosenkę?-pokiwałam przecząco głową.-Bo bardzo do nas pasuje.- Miałam w oczach łzy. Nie wiem dla czego. Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam że coś do mnie czuje. Ja... tak naprawdę...chyba też.

-To znaczy...-nie dał mi dokończyć

-Tak. Jesteś dla mnie ważniejsza niż znajoma, koleżanka, przyjaciółka, jesteś kimś więcej. Chcesz zostać moją dziewczyną?-zapytał z nadzieją. Patrzyłam, nie mogąc wydusić z siebie słowa.-czyli nie. Rozumiem.-wstał i skierował się do drzwi.

-Jaś-powiedziałam. Spojrzał na mnie- Tak. Chce zostać twoją dziewczyną.-rzucił się na mnie całując i przytulając. Nie widziałam go jeszcze tak ucieszonego, lecz to nie mogło trwać wiecznie gdyż przerwało nam pukanie do drzwi...

_________________________________________

Trochę dłuższy niż zwykle. Tak jak pisałam, rozdział będzie w niedziele lub poniedziałek z powodu zielonej szkoły, ale wynagrodzę wam to.  

10.Gdy nagle ktoś zapukał do drzwi...

-Rafał, Maciek, Filip ale my się już znamy.-przedstawili się wszyscy i poszliśmy do salonu. Gadaliśmy, śmialiśmy się, wygłupialiśmy... Ale gdy nagle przybrałam poważny wyraz twarzy, a wszyscy nagle przestali się śmiać. Musiałam im powiedzieć, że wyjeżdżam. Na początku chciałam uciec od matki i wtedy by mnie nie znaleźli, ale co to da? Nie mam 18 lat, więc nic nie mogę zrobić.

-Musimy się pożegnać.-powiedziałam ze łzami w oczach. Chłopaki patrzyli na mnie jak na wariatkę oczekując wyjaśnień.- Lece do Londynu.-i rozkleiłam się na dobre...

 Siedziałam na kolanach u Jasia, wpatrując się w jego piękne, czekoladowe oczy. Chłopaki dawali nam pomysły, co zrobić byśmy nie musieli się rozdzielać, lecz nie mam 18 lat więc nic nie poradzę. Po jakimś czasie grupa musiała wrócić do swoich obowiązków. Siedziałam w sypialni z Jasiem. Na każdy pomysł odpowiadałam "Jasiek, ale ja nie mam jeszcze osiemnastki!". Chyba nie mamy wyboru...

***Perspektywa Jasia***

Zastanawiałem się co mogę zrobić by Nati nie wyjechała. Gdy zobaczyłem że dziewczyna zasypia, postanowiłem zrobić to samo. Natalka przybliżała się, tworząc między nami coraz mniejszą przestrzeń. Wtuliła się we mnie, jakby to była nasza ostatnia noc w życiu, a ktoś z nas ma zginąć, ale z drugiej strony ją rozumiałem. Gdy myślę że musimy się rozstać, chce mi się ją przykuć do kaloryfera w moim pokoju, albo najlepiej do siebie. Po kolejnej godzinie rozmyślania, wreszcie zasnąłem.

 Obudziło mnie wiercenie. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem, że dziewczyna dosłownie na mnie leżała. Uśmiechnąłem się pod nosem. Jej noga była podkulona na moim brzuchu, a głowa znajdowała się na mojej klatce piersiowej. Otworzyła swoje ślepia i uśmiechnęła się do mnie. Szybko jednak zmieniła pozycje. Zawstydziła się, co wywnioskowałem po jej rumieńcach. Zaśmiałem się pod nosem. 

-Ej, nie wstydź się.- powiedziałem. Dziewczyna popatrzyła na mnie i powoli zaczęła zsuwać się z łóżka. 

-Zaraz będę iść do domu. Musze się spakować-od razu posmutniała, ja też. Wyszła do łazienki. Ja przebrałem się w pokoju i zszedłem na dół zrobić śniadanie. Po chwili poczułem jak Natalka przytuliła się do mnie od tyłu. A mówi się, że dziewczyny spędzają połowę swojego życia w łazience. No większość tak, ale Nati nie jest większością. Jest wyjątkowa. 

- Siadaj. Śniadanie.-powiedziałem. Wiem nie jestem zbyt miły, ale tak się do niej przywiązałem... "Chłopie, miałeś dać jej dach nad głową i poczucie bezpieczeństwa, a nie się zakochiwać!!!"-krzyczała moja podświadomość. Chciało mi  się ryczeć. Tak 18-letni chłopak chce płakać jak baba. Nic nie poradzę. Natalia szybko zjadła śniadanie, pożegnała się ze mną i wyszła. Zadzwoniłem do chłopaków i dali mi kilka pomysłów jak zrealizować mój plan. Tak, mam plan. Gdy dziewczyna wróciła do domu pożegnaliśmy się (my, bo reszta grupy też tam była). Ja nie byłem przejęty, bo "miałem Asa w rękawie". 

-Na twoje 18 urodziny masz tu przyjechać rozumiesz?!-krzyczał Rafał.

-Niestety nie mogę tego obiecać. Pewnie za 6 miesięcy Jaś znajdzie sobie jakąś dziewczynę, a dla mnie nie będzie już tu miejsca.-boże, niepoważna dziewczyna.

-Zwariowałaś do reszty.-powiedziałem. Natalka pożegnała się z chłopakami jeszcze raz i ruszyliśmy na lotnisko. 

***Perspektywa Natalii***

Jaś jakoś nie przejmował się faktem że lecę do Londynu. Miałam nadzieję że będzie tęsknić choć trochę, ale... "Natalia za tobą nikt nie będzie tęsknić!" Przytuliłam go jeszcze zanim wsiadłam i ruszyliśmy. Moja matka zanim wyszłam podała mi adres domu, w którym mam teraz zamieszkać. Nawet nie raczyła mnie odwieść powiedziała:

"-Jesteś już duża i nie muszę za tobą biegać." A pro po będę mieszkać sama, ale muszę mówić (jeśli ktoś będzie pytać) że rodzice wyjechali. Nie wiem jaka była by różnica, jakbym została w Polsce. Nie rozumiem ich. 

Gdy wysiadłam, zaczęłam kierować się do mojego nowego domu. Przez całą drogę czułam na sobie czyiś wzrok. Weszłam do mieszkania i rozejrzałam się po nim. Meble były poustawiane, co oznaczało że ktoś tu wcześniej mieszkał. "Zwiedziłam" kilka pokoi i usiadłam na kanapie. Zaczęłam czytać jakąś książkę. Nie znam tu nikogo, jestem tu pierwszy raz w życiu, od jakiś 10 minut siedzę na kanapie w moim nowym salonie i jedyne co mi przychodzi do głowy, to to, że mam bardzo mało pieniędzy i prawie wcale nie znam tego języka. Uczyłam się Angielskiego, ale byłam prawie najgorsza w kasie. Przypominałam sobie te lata, jak moja mama była kochającą i najfajniejszą matką na świecie, gdy  nagle ktoś zapukał do drzwi...

________________________________________

Tak jak się domyślacie nie będzie rozdziału przez 5 dni, bo wyjeżdżam. Będzie w niedziela ale dziś jeszcze będzie jeden ;) Bardzoooooo dziękuje też za ponad 1000 wyświetleń. Do następnego wpadać na aska: 

 ask.fm/Natiii123321

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Koniec?

Nie, tak szybko się mnie nie pozbędziecie...xd. Więc aktualnie nie kończę z blogiem. Chciałam wam powiedzieć że rozdziały będą w inne dni czyli w poniedziałki i piątki koło 19/20 chyba że uda mi się wcześniej ;)
Ale i tak macie komentować!!! W najbliższą środę pojawi się rozdział10 9chyba xd), a potem już piątek, poniedziałek, piątek, poniedziałek, a o dniach w których nie będzie rozdziału poinformuję ponieważ niedługo wyjeżdżam ale gdy wrócę  może zrobię taki "maraton" czy jak to nazwać że pojawiać się będą częściej. Lecz nie za darmo więc chce widzieć komentarze pod rozdziałami!!!
Pozdrawiam...

niedziela, 26 kwietnia 2015

9. Wyjazd

PRZECZYTAJ NOTATKE NA DOLE

___________________________________________________________________

Gdy wróciłeś do domu zacząłeś na mnie krzyczeć, że mam się wynosić z twojego domu, po prostu mnie z niego wypchnąłeś. Wróciłam do siebie a następnego dnia rano przyszedłeś gdy ja płakałam najpierw mnie przytulałeś, a potem wyjąłeś...-nie mogłam wypowiedzieć tego słowa. Nie przechodziło mi przez gardło.-nóż.-głos mi się załamał. Znów wybuchnęłam głośnym płaczem.

-To był tylko sen, pamiętaj tylko sen.-pocieszał mnie, uspokajał, przytulał, całował. Dzięki bogu to był tylko głupi sen. On nigdy by tak nie zrobił. Prawda? 

Siedzieliśmy jeszcze z 10 minut i Jaś powiedział że musi gdzieś pilnie wyjść. Myślałam bardzo długo. "Co miał znaczyć ten sen? Dlaczego śniło mi się akurat to? Czemu Jaś w tym śnie nie był taki jaki jest w rzeczywistości? A co najważniejsze czy to mogłoby się wydarzyć na prawdę?". Wiem jestem trochę przewrażliwiona, ale takie sny nie śnią się codziennie. On był bardzo realistyczny. Dziwne jest to że śniły mi się dwa dni. Czy nie powinnam się wtedy obudzić?. Wiem jedno to nie mógł byś przypadek. Wstałam i skierowałam się do łazienki. Umyłam się i przebrałam. Zjadłam małą kanapkę i udałam się do parku.Była 15:00. Spakowałam do torebki książkę, telefon i kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Gdy doszłam na miejsce, usiadłam na ławce i zaczęłam czytać. Po jakimś czasie poczułam na sobie czyiś wzrok. Czułam się tak jak w tedy, gdy Jaś na mnie patrzył podczas naszego, pierwszego spotkania. Obejrzałam się dookoła, ale nikogo nie było. Wróciłam do czytania, lecz wciąż czułam się obserwowana. Jeszcze raz się obejrzałam i tym razem zobaczyłam grupę stojących nie daleko chłopaków (jakieś 18/20lat). Przestraszyłam się, bo nikogo oprócz nich nie było w pobliżu. Zaczęli się kierować w moją stronę. Wstałam z ławki i wsadziłam książkę do torby. Zaczęłam iść w kierunku domu. Przechodziłam przez wąskie i ciemne uliczki, wciąż słysząc że idą za mną. Jak na złość musiałam skręcić w nie tą stronę i znalazłam się w ślepej uliczce.

-Cholera.-szepnęłam pod nosem. Odwróciłam się w ich stronę, bo tylko tam było wyjście z tej "pułapki". Przypomniał mi się napad. Jeden z nich zaczął się do mnie zbliżać, na co ja cię cofałam. Przekleństwo znów wydostało się z moich ust gdy dotknęłam plecami o mur. Złapał mnie w talii i pocałował w czoło. Przeszły mnie ciarki od jego dotyku. Czy tylko Jaś ma na mnie normalny wpływ?

-Nie ładnie się tak odzywać, wiesz?- szepnął mi do ucha, przypominając przeklnięcie.Jego ręka ścisnęła mój pośladek, na co sapnęłam. 

-Czego ode mnie chcesz?!-próbowałam krzyczeć lecz bałam się jego reakcji. Czy nikt tego nie widzi?! Zakał mi czymś usta. Zaczęłam się wyrywać, lecz to nic nie dało, bo reszta chłopaków. Zaczęła mnie trzymać. Z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Zaczęli mnie bić, kopać... Po chwili ujrzałam Jasia biegnącego w naszą stronę. Stanął blisko i zaczął się śmiać. Czułam się jak w jakimś głupim żarcie. On też mnie kopał i bił. Obraz zaczął się zamazywać. Po chwili widziałam już tylko ciemność. 

Obudziłam się?! To znowu sen a ja siedzę jak głupia w parku na ławce. Wstałam i zerknęłam na zegarek. 17:00. Super. Przespałam 2 godziny. Poszłam do domu. Janka jeszcze nie było. Postanowiłam odwiedzić "moją rodzinkę". Zostawiłam mu kartkę, żeby się nie martwił. 

***W domu***

-O dobrze że przyszłaś musimy ci o czymś powiedzieć.-zaczął Filip (chłopak mamy)

-Zamieniam się w słuch.-powiedziałam. Byłam już tym znudzona. Wiem że zaraz powiedzą że gdzieś wyjeżdżają i bla, bla, bla...

-Wyjeżdżasz.-powiedziała mama.

-aha i tylko tyl...-analizowałam sobie w głowie to słowo.WYJEŻDŻASZ?! Ja?! Nie!!! Już chciałam coś powiedzieć, lecz mi przeszkodzono.

-I bez ale! To już potwierdzone. Jutro lecisz do Londynu.-cooo?! Nie to niemożliwe. To sen napewno.-A teraz nie mamy czasu, więc wracaj do siebie!-krzyknął Filip. Wybiegłam z domu. Po drodze zdążyłam zapomnieś o "kłótni". Byłam już u Jasia. Był tam on i jego koledzy. Poznałam tylko Filipa więc reszty nie znam. 

-Cześć.-powiedziałam nieśmiało. Podskoczyli z siedzeń i wszyscy ruszyli w moją  stronę.

-Hej!-powiedzieli naraz. Zaczeliśmy się śmiać. 

-To jest Natalia.-przedstawił mnie Jaś i wskazał na mnie ręką. Posłałam im ciepły uśmiech, na co oni go odwzajemnili. 

-Rafał, Maciek, Filip ale my się już znamy.-przedstawili się wszyscy i poszliśmy do salonu. Gadaliśmy, śmialiśmy się, wygłupialiśmy... Ale gdy nagle przybrałam poważny wyraz twarzy, a wszyscy nagle przestali się śmiać. Musiałam im powiedzieć, że wyjeżdżam. Na początku chciałam uciec od matki i wtedy by mnie nie zlaleźli, ale co to da? Nie mam 18 lat, więc nic nie mogę zrobić.

-Musimy się pożegnać.-powiedziałam ze łzami w oczach. Chłopaki patrzyli na mnie jak na wariatkę oczekując wyjaśnień.- Lece do Londynu.-i rozkleiłam się na dobre...

PRZECZYTAJ NOTAYKĘ!!!


_________________________________________________________

Tak wiem zawiodłam was. Jestem złą blogerką, przepraszam, ale nie miałam pomysłu na ten rozdział. Nie wiem czy nie skończyć pisać. Prawie wcale nie komentujecie i choć jest wiele wyświetleń (za co baaardzo dziękuje) czuje jakby nikt tego nie czytał. Jeśli wam zależy bym nie kończyła z blogiem napiszcie mi to w komentarzu. 

Ask:

sobota, 18 kwietnia 2015

8.O co znowu chodzi?!?!

-Myślałaś że nie przyjdę. Od dziś będę cie nosić wszędzie, żebyś nie musiała się narażać na nic strasznego...-powiedział wychodząc ze szpitala, kierując się w stronę jego domu, w którym obecnie mieszkam.-a i wcale nie jesteś ciężka.-dokończył swoją wypowiedź. Obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Nie chciałam teraz psuć takiej fajnej chwili i pytać o co chodziło tamtemu chłopakowi. Wróciliśmy do domu i choć była 8:00 położyliśmy się do łóżek. Zdenerwowanie i zmęczenie nas dobiło. Zasnęliśmy wtuleni w siebie.

Obudziłam się około 14:00. Przespałam pół dnia, więc muszę zrobić coś pożytecznego. Obok mnie nie było Janka, co oznaczało że abo jest na dole, albo wyszedł. Wstałam i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w jakieś czyste ciuchy. W lustrze zobaczyłam, że na policzku jednak zostało mi kilka małych zadrapań po tym jak tamten koleś jeździł po nim nożem. Zeszłam na dół rozglądając się po pokojach i sprawdzając, czy nie ma gdzieś Jaśka. Po obejściu całego domu, zdałam sobie sprawę z tego, że go nie ma. Zjadłam jakieś śniadanie i zaczęłam sprzątać dom. 

Już 18:00. Jak ten czas szybko leci. Cały dom był już wysprzątany. Ja jak zawsze nie miałam nic ciekawego do roboty, lecz dziś nie miałam zamiaru nigdzie wychodzić. Wiem że tamtego psychopatę już zamknęli, lecz ja i tak nie mogę wybić sobie wybić z głowy tamtego zdarzenia. Te jego obleśne łapy na mojej nodze... aż mnie ciarki przeszły. Z zamyśleń przerwało mocne trzaśnięcie drzwiami. Wstałam z kanapy i udałam się w tamtą stronę. W progu mieszkania stał Jasiek z zaciśniętymi pięściami.

-Co ci się stało...-Powiedziałam lecz mi przerwał.

-A co się pytasz?! Wynocha z mojego domu!!!-krzyczał, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.Moje oczy napełniły się łzami. Podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstek, ciągnąc w stronę drzwi. Nie, to nie był ten sam Jaś, który wczoraj odebrał mnie ze szpitala. Wypchnął mnie za drzwi, zatrzaskując je przede mną. Byłam załamana. Zaczęłam szlochać. Co ja teraz zrobię, gdzie pójdę? Wciąż miałam go przed oczami.Wyglądał okropnie, jak nigdy. Podkrążone oczy, trochę poszarpane ubrania, wyglądał jakby ktoś go napadł. A moje rzeczy? Co z nimi? Co będzie ze mną? Jedyną rzeczą którą miałam przy sobie to telefon, bo nie wyciągałam go z kieszeni. Gdy odeszłam kawałek zobaczyłam posturę Jaśka w oknie rozbijającą jakieś szklane przedmioty. Odeszłam kierując się do mojego prawdziwego domu. Wślizgnęłam się tylnym wejściem. Weszłam do  mojego pokoju i wszystko na swoim miejscu. Zeszłam na dół sprawdzić reakcje mojej mamy. Gdy byłam już w salonie zobaczyłam Filipa całującego się z nią. Odchrząknęłam, przerywając im miłą chwilę.

-O, Natalko czemu zamknęłaś się w swoim pokoju i wcale nie z chodziłaś?-powiedziała moja mama głosem "wcale nas nie obchodzi co się stało".

-Wiesz, po prostu mi się nie chciało.-powiedziałam kierując się do swojego pokoju. Taka z niej kochająca mamusia, że nawet nie zauważyła, że nie było mnie w domu kilka dni i że moja twarz jest cała czerwona i opuchnięta z płaczu. W pokoju było dość pusto. Zostawiłam dość mało rzeczy. Myślałam że u Jasia zostanę "trochę" dłużej. Wyciągnęłam telefon, lecz nie miałam żadnych powiadomień. Była już 19:30. Choć nie było późno i tak położyłam się do łóżka. Po kilku minutach zasnęłam.

-Wychodzę!!!-moja matka jak zawszę żegna się ze mną w bardzo miły sposób. Wstałam i skierowałam się do kuchni, usiałam na blacie i zaczęłam myśleć. Czemu Jasiek wczoraj tak zareagował? To pytanie wciąż chodzi mi po głowie. Nie obyło się również bez płaczu. Możecie uznać mnie za dziecko. Płaczę? Bo co? Bo jakiś chłopak wyrzucił mnie z domu? Nie. Na jego domu mi nie zależało, ale na nim. To co innego. To on pocieszał mnie, gdy było mi naprawdę źle, to on przytulał mnie i całował, gdy było mi to potrzebne, a w pewnej chwili wszystko po prostu runęło. Zaufanie do niego, radość którą dawał mi będąc blisko, uczucie którym go darzyłam. Tak po prostu wyparowało. Moje przemyślenia przerwał dzwonek do drzwi niepewnym krokiem ruszyłam w tamtą stronę. Uchyliłam je delikatnie i zobaczyłam Jasia. 

-Czego tu chcesz?!-krzyknęłam, a on spojrzał na mnie, jakby zupełnie nie wiedział o co mi chodzi. -No co się tak gapisz?! Nie chce cię widzieć!!!-rozpłakałam się na dobre. Pchnęłam lekko drzwi by się zamknęły. Weszłam do salonu oparłam się plecami o ścianę i zjechałam po niej w dół. Jasiek wszedł do mieszkania i usiadł obok mnie.

-Co się dzieje? Natalia mów o co chodzi! Czemu cie nie było w domu  jak wczoraj wróciłem?- co? Ale jak to? Przecież on... Nie no, co się ze mną dzieje?!-Mówisz czy mamy inaczej porozmawiać?

-Inaczej czyli jak?-wymamrotałam przez płacz. Wstał wyciągną coś zza pleców. NÓŻ. I wszystkie wspomnienia wróciły. Napad. I to wszystko. Podchodził do mnie coraz bliżej. Przybliżył go do mojej brody, podnosząc ją do góry. Patrzył na mnie, z tym swoim uśmieszkiem. Dostałam od niego jeszcze mocny policzek i upadłam.

Usiadłam dławiąc się łzami. Obok mnie siedział Jaś i trzymał mnie za ramię. Patrzył na mnie, nie wiedząc co się dzieje. Zaczęłam się od niego szybko odsuwać. Byłam już na brzegu łóżka.

-Zostaw mnie! Nie dotykaj! Odejdź!-darłam się na cały głos.

-Spokojnie to był sen mała, nic ci nie grodzi.- przysunął się do mnie, wziął na kolana i zaczął głaskać, błądząc palcami po moich plecach. Po chwili się już uspokoiłam.-A teraz powiedz co ci się śniło.-Pokiwałam twierdząco głową.

-Wczoraj odebrałeś mnie ze szpitala?-spytałam. Nie wiedziałam jaki dziś mamy dzień. Byłam zdezorientowana.

-Tak, teraz opowiadaj.- powiedział. Jeszcze przez chwilę milczałam i zaczęłam opowiadać swoją historię.

-Gdy wróciłeś do domu zacząłeś na mnie krzyczeć, że mam się wynosić z twojego domu, po prostu mnie z niego wypchnąłeś. Wróciłam do siebie a następnego dnia rano przyszedłeś gdy ja płakałam najpierw mnie przytulałeś, a potem wyjąłeś...-nie mogłam wypowiedzieć tego słowa. Nie przechodziło mi przez gardło.-nóż.-głos mi się załamał. Znów wybuchnęłam głośnym płaczem.

-To był tylko sen, pamiętaj tylko sen.-pocieszał mnie, uspokajał, przytulał, całował. Dzięki bogu to był tylko głupi sen. On nigdy by tak nie zrobił. Prawda?

________________________________________________

Witajcie. Przepraszam za dość długą nieobecność. Niedługo spodziewajcie się zmiany wyglądu. A co do rozdziałów, to będą się pojawiać dwa razy w tygodniu, w środy i niedziele. Pamiętaj KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!!! 

Zapraszam na aska