Obudziłam się około godziny 6:00. Nie często wstaje tak wcześnie w sobotę bo prawie nigdy, ale dziś obudziły mnie hałasy dobiegające z dołu. To był śmiech mojej mamy i Filipa, jej chłopaka.
-Wychodzę-krzyknęła do mnie. Zawsze tak robi bez względu czy śpię czy nie, a potem upija się w jakimś klubie.
-Sobota a ja jak zawsze spędzę dzień w domu. SAMA w domu.-mruknęłam sama do siebie, wciskając głowę w poduszkę. Mój weekend zawsze tak wyglądał. No chyba że wychodziłam gdzieś z Zuzą lecz tylko czasami bo ona zawsze miała jakiegoś chłopaka. Zmieniała ich jak rękawiczki. Chciała ich tylko na jedną noc a im najwidoczniej się to podobało. Nie chciałam cały dzień leżeć w łóżku i czekać jak moja matka wróci i zacznie się ze mną kłócić, bo zrobię coś nie tak, więc poszłam na spacer.
Siedziałam na ławce słuchając muzyki i przeglądając aska na telefonie. Jak zawsze hejty. Jaka to ja jestem brzydka, głupia i że jestem dziwką. Przywykłam do tego. Po chwili dostrzegłam że ktoś mi się przygląda. To był jakiś brunet. Nie znałam go lecz muszę przyznać że był bardzo pociągający.
-Hej mała, co robisz tu sama tak wcześnie?-Na jego twarzy pojawił się uśmiech, przez który można było dostrzec aparat na zęby. A tak w ogóle to co go to obchodzi? Nie jego sprawa!
-A co? Nie wolno się na spacer przejść w godzinach porannych?-zapytałam złośliwie. W jednej chwili z jego twarzy zniknął uśmiech i popatrzył na mnie jakby miał się zaraz na mnie rzucić. -Co się tak na mnie patrzysz?!?-Co on do cholery ode mnie chce?!?!
-Po pierwsze nie podoba mi się sposób w który odzywasz się do mnie, a po drugie patrze na ciebie ponieważ jesteś ładna.-tak już mu wierze. Ja i ładna?!?! Bardzo śmieszne.
-Kolejna osoba która będzie sobie ze mnie robić jaja. Super.-powiedziałam prawie niesłyszalnie.
-Nikt sobie tu z ciebie nie robi jaj.-powiedział zupełnie poważnie.-Ale jak nie masz ochoty gadać, to do zobaczenia.-i odszedł. Na początku czułam się głupio że tak go potraktowałam. Chciał być miły, ale mój rozum mówi jedno a ciało robi drugie. Co poradzić?! Wróciłam do domu i zabrałam się za porządki. Po kilku godzinach skończyłam moje obowiązki domowe i położyłam się na łóżku próbując sobie poukładać w głowie całą dzisiejszą sytuację. Chyba powinnam go przeprosić. Tylko jak? Nawet nie wiem jak ma na imię i możliwe że nie zobaczę go już nigdy w życiu. Przyszedł do mnie SMS. Od:
Nieznany
"Już Ci trochę przeszło po ty incydencie w parku? A tak w ogóle to nazywam się Janek. Zapisz sobie ten numer. Jakbyś miała problem zadzwoń ;)"
I jak na zawołanie. Już wiem ja się nazywa, ale do cholery skąd on ma mój numer?!?! Muszę trochę odpocząć. Mimo że mam 17lat, to i tak muszę chodzić do pracy. Matka żyje własnym życiem, przez co ja nie mam na utrzymanie domu i siebie. Dobrze że za trzy miesiące są moje osiemnaste urodziny. Będę się mogła wyprowadzić i zacząć martwić się sobą. Tak się zmyśliłam że nie zauważyłam że jest już 16:30, a ja idę do pracy na 17:00. Wiedziałam że się spóźnię, ale nie mogę sobie odpuścić. Szybko się przebrałam i wybiegłam z domu. Miałam 10 minut, a do baru w którym pracowałam było ze 20 minut. Szybkim krokiem kierowałam się w stronę centrum, gdy zobaczyłam że koło mojego domu stoi jakiś samochód. Ku mojemu ździwieniu to nie był Filip z moją mamą lecz... JASIEK?!?! Co on tu robi?! Skont wie że ja tu mieszkam?!?
-Podwieźć Cię gdzieś? Widzę że się śpieszysz.-Co? Zaraz, słucham? Co on sobie myśli? Nie znam go. On mi coś może zrobić!
-Nie dzięki.-powiedziałam zerkając na niego kontem oka.
-Wsiadaj, nie gadaj. Nic Ci się przy mnie nie stanie, a wiem że tak myślisz. Jest zimno, ciemno a ty się gdzieś śpieszysz. Idealnie się złożyło.- Ma racje, jest marzec a pogoda nie dopisuje. Niestety przez brak pieniędzy nie stać mnie na nowe ciuchy, czy cieplejszą kurtkę. Trudno jest w wieku 17 lat pogodzić pracę, szkołę i zdołać zapłacić na czas wszystkie rachunki, kupić jedzenie itd.
-A mogę Ci uwierzyć na słowo?-jak mogę się nie zgodzić?! Po prostu ma racje.
-To już zależy od ciebie.-obeszłam samochód dookoła i wsiadłam z drugiej strony.
-Do centrum pod bar jeśli to nie kłopot.-moje słowa ledwo wydostały się z moich ust, czego przyczyną było zmęczenie. Tak wiem możecie się teraz mnie zapytać: Ale jak to zmęczona? Przeleżałam przecież cały dzień w domu jeśli nie licząc krótkiego wypadu do parku. Ale uwierzcie nie jest łatwo wysprzątać cały dom, ugotować jakiś obiad i odrobić masę lekcji jednocześnie.
-Kłopot?! No coś ty.-po 5minutach byliśmy na miejscu. Dzięki Jankowi się nie spóźniłam, bo gdyby to nastąpiło mogłabym zostać zwolniona. Mój szef potrafi mnie nawet uderzyć jeśli coś zrobię nie tak.
-Dzięki.-powiedziałam opuszczając samochód i posyłając chłopakowi szczery uśmiech.
-Nie masz za co. Jakbyś kiedyś jeszcze potrzebowała podwózki to dzwoń.-pomachałam mu i odwróciłam się z zamiarem wejścia do baru. A miałam go jeszcze zapytać skąd miał mój numer, lecz gdy się odwróciłam jego już nie było...
____________________________________________________
Witam, mamy pierwszy rozdział. Jeśli będzie dużo komentarzy (bez względu na to czy miłe czy nie bo to wasza sprawa czy wam się podoba mój blog) to dam w 2 rozdziale linka do mojego aska. Następny pojawi się jakoś za 2-3 dni.
Super! Czekam na następny :*
OdpowiedzUsuńSuper! Czekam na następny :*
OdpowiedzUsuń