niedziela, 26 kwietnia 2015

9. Wyjazd

PRZECZYTAJ NOTATKE NA DOLE

___________________________________________________________________

Gdy wróciłeś do domu zacząłeś na mnie krzyczeć, że mam się wynosić z twojego domu, po prostu mnie z niego wypchnąłeś. Wróciłam do siebie a następnego dnia rano przyszedłeś gdy ja płakałam najpierw mnie przytulałeś, a potem wyjąłeś...-nie mogłam wypowiedzieć tego słowa. Nie przechodziło mi przez gardło.-nóż.-głos mi się załamał. Znów wybuchnęłam głośnym płaczem.

-To był tylko sen, pamiętaj tylko sen.-pocieszał mnie, uspokajał, przytulał, całował. Dzięki bogu to był tylko głupi sen. On nigdy by tak nie zrobił. Prawda? 

Siedzieliśmy jeszcze z 10 minut i Jaś powiedział że musi gdzieś pilnie wyjść. Myślałam bardzo długo. "Co miał znaczyć ten sen? Dlaczego śniło mi się akurat to? Czemu Jaś w tym śnie nie był taki jaki jest w rzeczywistości? A co najważniejsze czy to mogłoby się wydarzyć na prawdę?". Wiem jestem trochę przewrażliwiona, ale takie sny nie śnią się codziennie. On był bardzo realistyczny. Dziwne jest to że śniły mi się dwa dni. Czy nie powinnam się wtedy obudzić?. Wiem jedno to nie mógł byś przypadek. Wstałam i skierowałam się do łazienki. Umyłam się i przebrałam. Zjadłam małą kanapkę i udałam się do parku.Była 15:00. Spakowałam do torebki książkę, telefon i kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Gdy doszłam na miejsce, usiadłam na ławce i zaczęłam czytać. Po jakimś czasie poczułam na sobie czyiś wzrok. Czułam się tak jak w tedy, gdy Jaś na mnie patrzył podczas naszego, pierwszego spotkania. Obejrzałam się dookoła, ale nikogo nie było. Wróciłam do czytania, lecz wciąż czułam się obserwowana. Jeszcze raz się obejrzałam i tym razem zobaczyłam grupę stojących nie daleko chłopaków (jakieś 18/20lat). Przestraszyłam się, bo nikogo oprócz nich nie było w pobliżu. Zaczęli się kierować w moją stronę. Wstałam z ławki i wsadziłam książkę do torby. Zaczęłam iść w kierunku domu. Przechodziłam przez wąskie i ciemne uliczki, wciąż słysząc że idą za mną. Jak na złość musiałam skręcić w nie tą stronę i znalazłam się w ślepej uliczce.

-Cholera.-szepnęłam pod nosem. Odwróciłam się w ich stronę, bo tylko tam było wyjście z tej "pułapki". Przypomniał mi się napad. Jeden z nich zaczął się do mnie zbliżać, na co ja cię cofałam. Przekleństwo znów wydostało się z moich ust gdy dotknęłam plecami o mur. Złapał mnie w talii i pocałował w czoło. Przeszły mnie ciarki od jego dotyku. Czy tylko Jaś ma na mnie normalny wpływ?

-Nie ładnie się tak odzywać, wiesz?- szepnął mi do ucha, przypominając przeklnięcie.Jego ręka ścisnęła mój pośladek, na co sapnęłam. 

-Czego ode mnie chcesz?!-próbowałam krzyczeć lecz bałam się jego reakcji. Czy nikt tego nie widzi?! Zakał mi czymś usta. Zaczęłam się wyrywać, lecz to nic nie dało, bo reszta chłopaków. Zaczęła mnie trzymać. Z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Zaczęli mnie bić, kopać... Po chwili ujrzałam Jasia biegnącego w naszą stronę. Stanął blisko i zaczął się śmiać. Czułam się jak w jakimś głupim żarcie. On też mnie kopał i bił. Obraz zaczął się zamazywać. Po chwili widziałam już tylko ciemność. 

Obudziłam się?! To znowu sen a ja siedzę jak głupia w parku na ławce. Wstałam i zerknęłam na zegarek. 17:00. Super. Przespałam 2 godziny. Poszłam do domu. Janka jeszcze nie było. Postanowiłam odwiedzić "moją rodzinkę". Zostawiłam mu kartkę, żeby się nie martwił. 

***W domu***

-O dobrze że przyszłaś musimy ci o czymś powiedzieć.-zaczął Filip (chłopak mamy)

-Zamieniam się w słuch.-powiedziałam. Byłam już tym znudzona. Wiem że zaraz powiedzą że gdzieś wyjeżdżają i bla, bla, bla...

-Wyjeżdżasz.-powiedziała mama.

-aha i tylko tyl...-analizowałam sobie w głowie to słowo.WYJEŻDŻASZ?! Ja?! Nie!!! Już chciałam coś powiedzieć, lecz mi przeszkodzono.

-I bez ale! To już potwierdzone. Jutro lecisz do Londynu.-cooo?! Nie to niemożliwe. To sen napewno.-A teraz nie mamy czasu, więc wracaj do siebie!-krzyknął Filip. Wybiegłam z domu. Po drodze zdążyłam zapomnieś o "kłótni". Byłam już u Jasia. Był tam on i jego koledzy. Poznałam tylko Filipa więc reszty nie znam. 

-Cześć.-powiedziałam nieśmiało. Podskoczyli z siedzeń i wszyscy ruszyli w moją  stronę.

-Hej!-powiedzieli naraz. Zaczeliśmy się śmiać. 

-To jest Natalia.-przedstawił mnie Jaś i wskazał na mnie ręką. Posłałam im ciepły uśmiech, na co oni go odwzajemnili. 

-Rafał, Maciek, Filip ale my się już znamy.-przedstawili się wszyscy i poszliśmy do salonu. Gadaliśmy, śmialiśmy się, wygłupialiśmy... Ale gdy nagle przybrałam poważny wyraz twarzy, a wszyscy nagle przestali się śmiać. Musiałam im powiedzieć, że wyjeżdżam. Na początku chciałam uciec od matki i wtedy by mnie nie zlaleźli, ale co to da? Nie mam 18 lat, więc nic nie mogę zrobić.

-Musimy się pożegnać.-powiedziałam ze łzami w oczach. Chłopaki patrzyli na mnie jak na wariatkę oczekując wyjaśnień.- Lece do Londynu.-i rozkleiłam się na dobre...

PRZECZYTAJ NOTAYKĘ!!!


_________________________________________________________

Tak wiem zawiodłam was. Jestem złą blogerką, przepraszam, ale nie miałam pomysłu na ten rozdział. Nie wiem czy nie skończyć pisać. Prawie wcale nie komentujecie i choć jest wiele wyświetleń (za co baaardzo dziękuje) czuje jakby nikt tego nie czytał. Jeśli wam zależy bym nie kończyła z blogiem napiszcie mi to w komentarzu. 

Ask:

3 komentarze:

  1. Błagam nie odchodź;-; świetnie piszesz *-* i czekam na nexta. Czytam każdy rozdział ^=^ jesteś SUPER. Uwielbiam:')

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no nie odchodz !! Świetny rozdział :D. A tak w ogóle to mam to samo :/ nikt nie komentuje :( Zapraszam do mnie.
    --> ludzie-siezmieniaja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń